Cześć!
Jakiś czas temu w sieci sklepów Biedronka pojawiła się limitowana edycja kosmetyków o nazwie Maroccan dream marki Bell. Nie potrzeba było wiele czasu, by szturmem podbiła internet, a konkretniej - by pomadki z tejże serii podbiły serca wielu Polek. Czy i ja straciłam dla nich głowę?
Jakiś czas temu w sieci sklepów Biedronka pojawiła się limitowana edycja kosmetyków o nazwie Maroccan dream marki Bell. Nie potrzeba było wiele czasu, by szturmem podbiła internet, a konkretniej - by pomadki z tejże serii podbiły serca wielu Polek. Czy i ja straciłam dla nich głowę?
Mowa będzie o matowych pomadkach w płynie w cenie ok. 8 złotych. Do wyboru mamy 6 kolorów - ciepły, beżowy nude, dwa brudne róże - jaśniejszy i ciemniejszy, malinę, truskawkową czerwień i jasny, intensywny, ciepły róż. Od razu wzięłam dwie najciemniejsze odcienie, a następnego dnia wróciłam jeszcze po nudziaka. Pozostałe dwa brudne róże nie wpisywały się w mój tryb kupowania pomadek (tylko nude i kolory żywe, rzucające się w oczy), a ostatni intensywny róż był zbyt jasny i wyglądałby na mnie "dziuniowato".

Aplikator kosmetyku należy do tych typowych - jest to standardowa, błyszczykowa gąbeczka. Szata graficzna serii jest przepiękna - połączenie bieli i złotych, graficznych wzorów sprawia wrażenie elegancji. Niestety, napisy umieszczone na tubce się ścierają, ale nie drażni mnie to jakoś szczególnie, gdyż najważniejsze informacje, czyli skład i oznaczenie koloru, znajdują się na naklejce.

Konsystencja pomadek jest nietypowa, jak na tego typu produkty, gdyż jest rzadka. Rozprowadza się niemal jak woda, pod tym względem raczej przypomina tinty. Jest też niezwykle lekka, nie przypomina ani kremu, ani musu. Mimo tej konsystencji, pomadki nie migrują poza granice ust. Szminki nie są w stu procentach kryjące, niemniej są napigmentowane poprawnie. Dwa zanurzenia w pojemniczku wystarczą, by pokryć całe usta w zadowalającym stopniu. Zapach pomadek jest słodki, chemicznie owocowy.

Szminki nie zastygają na wargach od razu. Zajmuje im to około dwie minuty i jest to proces wyczuwalny. Zasychają one na totalny mat i mają suche wykończenie, przy czym nr 01 jest w tej kwestii najgorszy. Podczas zastygania mogą wejść w załamania, dlatego najlepiej byłoby nakładać je na napięte wargi - tutaj sytuacja przypomina tę opisana powyżej, czyli najjaśniejszy odcień zbiera się najbardziej. Pomadki nie są szczególnie trwałe - bez jedzenia i picia ładnie wyglądają mniej więcej dwie godziny - po tym czasie zaczynają się z warg wykruszać, dzieje się tak też w momentach, kiedy sięgamy po coś do jedzenia. Po posiłku należy ściągnąć resztę kosmetyku i ponownie go zaaplikować, gdyż dokładanie kolejnej warstwy sprawi, że pomadka się zważy. Szminki pod wpływem poruszania wargami i pocierania nimi lekko się rolują i o dziwo - lepiej trzymają się te ciemne kolory, aniżeli nudziak.


Matowe pomadki w płynie Bell w kolorach 04 i 05 delikatnie farbują usta, ale bezproblemowo zmywają się przy użyciu płynu micelarnego.
Kolory, które wybrałam:
Aplikator kosmetyku należy do tych typowych - jest to standardowa, błyszczykowa gąbeczka. Szata graficzna serii jest przepiękna - połączenie bieli i złotych, graficznych wzorów sprawia wrażenie elegancji. Niestety, napisy umieszczone na tubce się ścierają, ale nie drażni mnie to jakoś szczególnie, gdyż najważniejsze informacje, czyli skład i oznaczenie koloru, znajdują się na naklejce.
Konsystencja pomadek jest nietypowa, jak na tego typu produkty, gdyż jest rzadka. Rozprowadza się niemal jak woda, pod tym względem raczej przypomina tinty. Jest też niezwykle lekka, nie przypomina ani kremu, ani musu. Mimo tej konsystencji, pomadki nie migrują poza granice ust. Szminki nie są w stu procentach kryjące, niemniej są napigmentowane poprawnie. Dwa zanurzenia w pojemniczku wystarczą, by pokryć całe usta w zadowalającym stopniu. Zapach pomadek jest słodki, chemicznie owocowy.
Szminki nie zastygają na wargach od razu. Zajmuje im to około dwie minuty i jest to proces wyczuwalny. Zasychają one na totalny mat i mają suche wykończenie, przy czym nr 01 jest w tej kwestii najgorszy. Podczas zastygania mogą wejść w załamania, dlatego najlepiej byłoby nakładać je na napięte wargi - tutaj sytuacja przypomina tę opisana powyżej, czyli najjaśniejszy odcień zbiera się najbardziej. Pomadki nie są szczególnie trwałe - bez jedzenia i picia ładnie wyglądają mniej więcej dwie godziny - po tym czasie zaczynają się z warg wykruszać, dzieje się tak też w momentach, kiedy sięgamy po coś do jedzenia. Po posiłku należy ściągnąć resztę kosmetyku i ponownie go zaaplikować, gdyż dokładanie kolejnej warstwy sprawi, że pomadka się zważy. Szminki pod wpływem poruszania wargami i pocierania nimi lekko się rolują i o dziwo - lepiej trzymają się te ciemne kolory, aniżeli nudziak.
Matowe pomadki w płynie Bell w kolorach 04 i 05 delikatnie farbują usta, ale bezproblemowo zmywają się przy użyciu płynu micelarnego.
Kolory, które wybrałam:
ja ostatnio sobie darowałam takie produkty, bo matowe pomadki w płynie Golden Rose totalnie mnie rozczarowały:(
OdpowiedzUsuńMam 03 i uwielbiam :)
OdpowiedzUsuń01 mi się podoba.
OdpowiedzUsuńMam 5 i uwielbiam ;)
OdpowiedzUsuńNie zdążyłam po nie pójść do biedronki ;c
OdpowiedzUsuńwww.amberlife.blog.pl
Nie udało mi się ich kupić a jeden kolor bym wzięła na spróbowanie ;)
OdpowiedzUsuńMam trzy odcienie i jestem z nich bardzo zadowolona. Trwałość w moim przypadku jest wręcz fenomenalna, zresztą na pigmentację oraz konsystencję też nie mogę narzekać. Jedynie 1 jest słaba.
OdpowiedzUsuń