26 lipca 2016

O zużytych produktach słów kilka... #15

Cześć!

Zapraszam Was dziś na kolejny post z recenzjami zużytych kosmetyków. W tym wpisie skupię się na kosmetykach do makijażu oraz dorzucę dwa pachnidła. Jeśli jesteście ciekawi, jak szybko zużywam kolorówkę, zachęcam do przeczytania dalszej części notki.

Skończył mi się podkład X-Ceptional wear foundation marki Gosh w kolorze nr 12. Niestety był odrobinkę za jasny i nieco zbyt różowy. Dodatkowo nie krył aż tak mocno, jak się o nim mówi. Podkreślał suchość skóry i raczej polecałabym go do cer normalnych lub tłustych. Rzadko nosiłam go solo, bo nie wyglądał zbyt ciekawie  - mieszałam go z czymś lżejszym, rozświetlającym. Bourjois zaskoczyło mnie swoim produktem - 1, 2, 3 Perfect CC cream. Był to lekki w konsystencji podkład, który dawał wilgotne i świetliste wykończenie. Ładnie dopasowywał się do faktury skóry i nie podkreślał niedoskonałości. Nie był, co prawda, zbyt trwały, ale jestem mu to w stanie wybaczyć. Chętnie kupię go ponownie. Wreszcie (po 4 latach!) zużyłam bazę brązującą Soleil tan de Chanel. Brązer okrutnie wydajny i obrzydliwie drogi. Konsystencją przypominał zbity krem (na pewno nie mus) i dobrze się rozprowadzał. Jego kolor wywołuje wiele kontrowersji, co rozumiem, jednak dla mnie latem był idealny - i tylko wtedy. Przez pozostałe miesiące roku wyglądał na mnie dziwnie. Trudno mi się do tego kosmetyku ustosunkować, bo były miesiące, kiedy go nie znosiłam, a były i takie, kiedy nie wyobrażałam sobie bez niego makijażu. Dawał efekt lekkiej opalenizny w zdecydowanie ciepłej tonacji. Jego pełna recenzja jest TU. Zużyłam także puder Bell pocket2skin, który był taki sobie, lekko matował, ale nie na długo. Czasem wyglądał na twarzy zbyt sucho. Lubiłam nim pudrować powieki, kiedy miałam ochotę nosić kreskę, co sprawiało, że liner się nie odbijał. Raczej szybko o nim zapomnę. 

Maskara Yves rocher Sexy pulp wywołała moje podekscytowanie, kiedy dostałam ją gratis do zakupów -  miała przecież tyle świetnych opinii! Niestety, okazała się totalnym bublem. Szczoteczka tylko lekko miziała rzęsy, nie dochodząc do nasady, nie wydłużała, nie pogrubiała, osypywała się, ale najgorsze było to, że po jej użyciu rzęsy były powywijane i każda innej długości. Nie polecam. Żel do brwi Browdrama od Maybelline w kolorze medium dark bardzo chciałam polubić, jednak się nie udało. Zużyłam go do cna, bo chciałam się go pozbyć, jednak były to aplikacje bez emocji. Nie ujarzmiał włosków na tyle, by nie opadały, nie nadawał koloru na tyle, by stosować go solo. Miał fatalną i arcyniepraktyczną szczoteczkę w kształcie kulki (?), ale za to ładny, neutralny kolor. Z pewnością to była nasza jedyna wspólna przygoda. Zużyłam także dwie konturówki marki Catrice - Read my lips i Lost in the Rose Wood. Miały kremową konsystencję i przyjemnie rozprowadzały się na ustach. Czerwona miała słabą trwałość i niezbyt chętnie jej używałam. Za to ta, w kolorze nude była świetna - miała beżowoszary kolor z nutą wrzosowego - fantastyczny. Dobrze też utrzymywała się na wargach. Konturówki nie wysuszały ust i nie kruszyły się. Nie są już dostępne. Czarna, żelowa kredka do oczu marki Sumita była niezwykle kremowa i miękka. Sunęła po powiekach i linii wodnej jak marzenie. Niestety miała tendencję do zbijania się w mikroskopijne grudki i opadania na policzki, by tam się rozmazać. Głęboki, czarny kolor niestety nie rekompensował tych migracji i po jej zużyciu nawet nie pomyślałam, by kupić ja ponownie, zwłaszcza, że jej cena to 79 złotych!

Teraz coś zapachowego. Zużyłam sampler świeczki Yankee candle o zapachu sea salt&sage, który przypominał mi męskie perfumy. Świeży i ciekawy, jednak po zapaleniu tracił swoje właściwości. Świeczka pachniała bardziej bez jej zapalania, niż z nim. Chętnie zakupię tę wersję w postaci wosku, może będzie bardziej intensywna. Wypaliłam także woski Xenos, które miały mieć trzy różne zapachy, jednak wszystkie pachniały tak samo - pinacoladą. Bardzo intensywne i przyjemnie letnie. Kupiłabym je, gdybym wiedziała, gdzie je dostać.

To wszystko na dziś. Znacie te produkty? Co o nich sądzicie?
Miłego dnia!

3 komentarze:

  1. Ten krem CC Bourjois podbił moje serce :)

    OdpowiedzUsuń
  2. CC Cream z Bourjois miałam, ale jednak nie polubiłam się z nim...

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz to dla mnie ogromna radość, na każdy odpisuję i staram się odwiedzić jego autora, jeśli również prowadzi bloga.

Nie wstydź się, napisz coś ;)