16 kwietnia 2016

Lirene Shiny touch Mineralny rozświetlacz do twarzy i oczu

Cześć!
Zapraszam Was dziś na recenzję kolejnego rozświetlacza, który wzbogaca moją kolekcję o odcień, którego nie ma żaden inny kosmetyk w tej kategorii. Dodam, że post będzie przydatny szczególnie dla bladolicych, ale i osoby o innych karnacjach zapraszam do jego przeczytania!
Rozprawiać dziś będę o właściwościach mineralnego rozświetlacza do oczu i twarzy Shiny touch marki Lirene. Jest to, prócz podkładów, kolorówkowy debiut marki - w serii pojawił się także brązer i pudry matujące. Czy sprosta zadaniu czy tez zginie w tłumie połyskujących kosmetyków?
Puder zamknięty jest w solidnym opakowaniu z grubego plastiku  (dokładnie takim samym jak kosmetyki marki Catrice) mieszczącym 9 gramów produktu. Występuje tylko w jednej wersji kolorystycznej, podzielonej jednak na cztery odcienie pośród każdego opakowania. Sprowadzając je do najprostszych nazw i nie bawiąc się w niuanse kolorystyczne są to: złoto, biel, róż i brzoskwinia. Rozświetlacz ma piękne tłoczenie, oddzielające odcienie między sobą i sprawiające, że produkt wygląda ciekawie. Jego cena to ok. 25 złotych i można go dostać w Rossmannie.
Lirene zadbało o pigmentację - jest bardzo dobra, co jednak przy rozświetlaczu nie zawsze jest dobrym pomysłem. Dlatego właśnie kosmetyk trzeba bardzo dobrze rozetrzeć, by uniknąć białych plam pudru. Piszę białych, ponieważ po wymieszaniu wszystkich odcieni właśnie taki kolor powstaje. 
Warto wspomnieć, że puder ma drobinki, nie jest to brokat, ale są one dość widoczne, a do tego błyszczą na srebrno. To sprawia, że ciepłe karnacje raczej nie odnajdą tu swojego wymarzonego rozświetlacza. Na twarzy ten puder także wypada chłodno, srebrzyście, daje nieco zmrożony efekt. Idealnie wpisze się w potrzeby dziewczyn z alabastrową skórą, a już fenomenalnie będzie wyglądał przy typie urody ala Królewna Śnieżka. Efekt oczywiście można stopniować, ale już jedną, delikatna warstwa daje mocny błysk. 
Rozświetlacz będzie się gryzł z brązerami, więc przy używaniu go warto wybrać raczej puder do konturowania czy róż niż kosmetyk dający efekt opalonej cery. Konsystencja Shiny touch jest bardzo miękka, prawie kremowa. Trzeba uważać podczas nakładania pudru na pędzel, gdyż pyli się on przeokrutnie. Raczej polecałabym delikatne "maczanie" pędzla w rozświetlaczu niż majtanie nim po całej powierzchni. 
Kosmetyk bardzo intensywnie pachnie, trochę przypomina zapachem klasyczny krem Nivea. Wspominam o tym, gdyż zdaje sobie sprawę, że nie wszyscy tolerują tak perfumowane kosmetyki. Rozświetlacz utrzymuje się na twarzy około 8 godzin.
Shiny touch od Lirene polecam osobom z jasną, chłodną cerą, którym nie przeszkadza talk w składzie i intensywny zapach.
Znacie kolorówkę od Lirene? Co o niej myślicie?

Miłego dnia!
                                                       

6 komentarzy:

  1. Sama teraz szukam czegoś na rozświetlenie. Mam jasną cerę, wiec ten produkt dobrze się sprawdzi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czeka u mnie w zapasach, już nie mogę się doczekać kiedy przyjedzie na niego kolej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No to coś dla mnie, mam jasną cerę i przyda mi się zdecydowanie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Do mojej karnacji chyba by nie pasował :( ale na promocji w Rossmanie zamierzam go kupic dla siostry, wiec pewnie przy okazji sprawdze jak bedzie sie prezentowal na moim licu :)
    chwalę sobie za to róż z bronzeren z tej serii kosmetyków Lirene :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Od jakiegoś czasu używam różu z rozświetlaczem w postaci kulek i zapominam o tym, że róż i rozświetlacz to różne byty :) Mam mieszaną cerę, stąd takie rozwiązanie mi pasuje. Boję się trochę, że przy używaniu rozświetlacza byłabym jak choinka.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz to dla mnie ogromna radość, na każdy odpisuję i staram się odwiedzić jego autora, jeśli również prowadzi bloga.

Nie wstydź się, napisz coś ;)