16 września 2016

O zużytych produktach słów kilka... #18



Cześć!
Chciałabym Was dziś serdecznie zaprosić na kolejną odsłonę O zużytych produktach słów kilka... Jeśli jesteście ciekawi, co zużyłam ostatnimi czasy, zapraszam dalej. Dziś zaprezentuję Wam zużytą kolorówkę, akcesoria oraz zapachy.
Zacznijmy od kosmetyków do twarzy. Zużyłam mój ulubiony puder Bourjois Healthy balance, którego już recenzowałam TU, więc na jego temat dodam tylko tyle, że zakupię go ponownie na kolejnej wielkiej Rossmannowskiej promocji. Drugi puder, który zużyłam to Catrice Prime&fine mattifying powder, który nie był wcale matujący - TU przeczytacie jego pełną recenzję. Trzeci kosmetyk do twarzy to matowy puder brązujący Sculpting powder marki Bell. Lubiłam ten produkt, ale był okropnie niewydajny. Więcej na jego temat przeczytacie TU.
Wykończyłam także błyszczyk do ust Freedom makeup w kolorze total vamp, czyli głębokim fiolecie. Kosmetyk miał obłędny odcień (czegoś takiego poszukuję w matowym wykończeniu, więc jeśli znacie coś takiego, polećcie mi!) i zapach Rafaello. Niestety to wszystkie jego zalety, które nie wyrównują jego wad, czyli tego, że był nietrwały, rozlewał się poza granice warg i nierówno rozkładał pigment. Bardzo żałuję, bo miał zadatki na fenomenalny produkt. Drugi błyszczyk to mój ulubieniec wszech czasów - Avon plump pout w kolorze mouve. Uwielbiam jego efekt mrowienia, jego mentolowy zapach, i nieoczywisty wrzosowy lekki połysk. Ma także fajny aplikator w formie miękkiego pędzelka. Uwielbiam i następnym razem kupię od razu cztery kolory. Do cna wykorzystałam także dwie pomadki Avon z klasycznej serii, która już dawno zmieniła opakowania. Pierwsza z nich to instant mocha, czyli zgaszony, ciemny róż, przypominający wypłowiałe owoce z kompotu. Nie wiem jak dałam radę zużyć tę pomadkę, bo kolor mi się bardzo nie podobał  i do niewielu makijażu pasował, ale udało się. Konsystencja kremowa, przyjemna, trwałość przeciętna. Drugi kolor to z kolei mój ulubieniec - odcień latte to idealny kolor nude dla mnie. Znalazłam jego zamiennik (Bell Ms. Perfect nr 01). 
Mam tu także kilka kosmetyków do makijażu oczu. Po pierwsze farbka do brwi w odcieniu brunette marki NYX, czyli mój must have. Zamieniłam ją na konturówkę z Inglota, ale już wiem, że to nie to. Produkt od NYX to rzadki żel o wysokim stopniu pigmentacji w ciemnym, neutralnym kolorze brązu, lekko wpadającym w zieleń. Pięknie rozprowadzał się na brwiach i trzymał aż do zmycia makijażu. Uwielbiam go i planuję kupić ponownie tym razem w dwóch odcieniach. Turquise liner od Lovely kupiłam na promocji w Rossmannie i nie cieszyłam się nim zbyt długo. Musiał być chyba otwarty, gdyż jego konsystencja pozostawiała wiele do życzenia, ale kolor...bajka! Piękny turkusowy ze złotym połyskiem, boski. Niewykluczone, że kupię go ponownie, jeśli jeszcze jest dostępny. Zużyłam także miniaturę maskary Perversion od Urban decay. Miała tradycyjną szczotkę z włosia, co nieszczególnie lubię i efekt dawała marny. Jedyna perwersja, jaką tu dostrzegam, to cena. Na koniec tej kategorii ogromne rozczarowanie - maskara L'oreal Volume Million Lashes w klasycznej odsłonie. Niestety, ani nie wydłużała, ani nie pogrubiała, ani nie podkręcała. Dobrze rozczesywała rzęsy, ale efekt był mizerny i do tego nietrwały, gdyż się osypywała. Szkoda, bo szczoteczkę miała obiecującą.
Co do akcesoriów - umarł mój chiński pędzel. Po roku rozkleił się i rozpadł. Był to skośny flat top, dość luźny w budowie. Dobrze nakładał róż i brązer, przy podkładach robił smugi. Recenzja całego zestawu jest TU. Drugi gadżet to moja ulubiona pęseta marki Avon, którą zepsułam z własnej winy - próbowałam wyjąć nią stoper z błyszczyka i wygięła się do tego stopnia, że już nie chwyta włosów. Żałuję, bo była bardzo dobra, precyzyjna i miała grzebyk z drugiej strony. Kupię ją ponownie.
Na sam koniec zużyte zapachy. Podróbkę Armini code dostałam kiedyś i żal mi było wyrzucić, zwłaszcza, że zapach był świetnie odwzorowany, a trwałość zabójczo dobra. W przyszłym roku kupię oryginalny flakon, bo są to moje absolutnie ulubione perfumy. Perfumetka Treselle nie służyła mi zbyt długo, ale ponownie - to jeden z moich sztandarowych zapachów, więc zaopatrzę się w kolejny flakon, tym razem duży (czy mi się wydaje, czy zostały one wycofane? Znawcy avon - dajcie znać!). Trzecia butelka to flower power od Yves rocher, czyli lekka, słodka i kwiatowa woda perfumowana. Mało trwała i absolutnie nie warta regularnej ceny, za to w jakim uroczym designie!
Znacie te kosmetyki? Co o nich sądzicie?
Miłego dnia!

8 komentarzy:

  1. Nie znam nic, ale pęsetę chętnie bym poznała ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam serdecznie. Właśnie niedawno Treselle wróciała do katalogów. Pozdrawiam. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja na stówkę trafiłam na otwarty eyeliner Lovely, ale jego konsystencja bardzo ok nadal :D Turkusowemu na pewno się przyjrzę :)
    Ja pudrów w kompakcie zazwyczaj uzywam do delikatnego utrwalenia, a do zmatowienia wybieram jedynie sypkie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja nie lubię sypkich pudrów :P
      liner polecam, bo kolor piękny :)

      Usuń

Każdy komentarz to dla mnie ogromna radość, na każdy odpisuję i staram się odwiedzić jego autora, jeśli również prowadzi bloga.

Nie wstydź się, napisz coś ;)